Na kolanach
08.08.2007 :: 23:21 | Komentuj (4) |
Dzisiaj nie będzie ładnie, pięknie, miło. Dzisiaj klęczę...jestem w rozsypce...a dzień był przecież całkiem dobry...Wszystko skończyło się w momencie w którym wróciłem do domu i zobaczyłem to, czego miałem nadzieję nie ujrzeć :( Mniejsza o co chodzi...niektórzy wiedzą. Nie wiem, nie potrafię sobie z tym poradzić, kompletnie. Czuję się taki bezsilny. Czuję wściekłość, może nawet nienawiść. I ciągle zadaję sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego akurat mnie takie coś spotyka? Co ja takiego zrobiłem? Przecież do cholery jestem chyba dobrym człowiekiem! A czasem mam wrażenie jakby los sobie ze mnie kpił. Jakby specjalnie dowalał mi nagle na głowę istne tornado cholernie ciężkich sytuacji. Czasem (właśnie teraz) czuję się jak Hiob. Tyle tylko, że jakoś trudno mi uwierzyć, że jest w tym jakiś sens, w tym cierpieniu. Wiem, pewnie niektórzy powiedzą: weź się w garść. Wiem, że powinienem. I pewnie jakoś powstanę, tyle tylko, że w tej chwili nie mam siły, kompletnie nie mam. I nie mam ochoty udawać jaki to ze mnie silny człowiek, bo tak nie jest. Znaczy staram się i często mi się udaje, ale czasem nie, tak jak teraz. Psychika zaczyna siadać, myśli zaczynają krążyć szaleńczo pod sklepieniem czaszki, niedobre myśli, zabójcy, którzy z premedytacją, nie dość, że sprawiają ból przypominając najgorsze przeszłe momenty, to jeszcze zabijają prawdziwy ogląd rzeczywistości, wykrzywiają go tak, że nic nie wydaje się być prawdziwe, pozytywne. Nikomu tego nie życzę. Zapytacie jak tak mogę o tym pisać skoro niby zabójcy w głowie działają? Nie wiem, jakiś czas temu udało mi się, nawet nie potrafię powiedzieć w jaki sposób, zepchnąć ich do defensywy. Problem polega na tym, że oni czasem kontratakują :( Wiem, że sobie muszę z tym radzić. Ale dzisiaj nie potrafię. Jest mi cholernie źle, tak jak już dawno nie było. Jest na szczęście kilka rzeczy, osób dzięki którym (wystarczy, że o nich pomyślę) jakoś się trzymam. I za to jestem im wdzięczny... szczególnie Komuś, kogo bardzo potrzebuję. Wybaczcie, ale musiałem to z siebie wyrzucić.