... Muzyka
17.07.2007 :: 18:19 | Komentuj (0) | \"Jonathan Mewa powiedział:...\"
Uff obiecywałem, obiecywałem i w końcu się zebrałem i piszę, inaugurując kategorię wpisów "Jonathan Mewa powiedział..." :) Dzisiaj chciałbym (a właściwie to Jonathan chciałby ;)) napisać kilka słów o "muzyce". Nie... nie obawiajcie się...wpis nie będzie długi (już wyobrażam sobie Waszą radość i gromkie okrzyki "Taaak! Nie zamęczaj nas zbyt dużą porcją zdań wielokrotnie złożonych!" :D)...raczej taki sygnalizujący pewną problematykę związaną z omawianym przez Pana Mewę pojęciem.
Hmmm...w sumie to o muzyce powiedziano już bardzo wiele (baaardzo)... no i wbrew pozorom Barteczek (ekhmm...znaczy Jonathan) nie zawsze potrafi (czuje się na siłach) rozpisywć się barokowo i kwieciście. Dlatego też przedstawiam Wam cytat z mojego ukochanego E. Canettiego, który idealnie charakteryzuje samo pojęcie "muzyki" jak również wpływ tejże na słuchaczy, umiejscawiając ją w kontekście społeczno-cywilizacyjno-egzystencjalnym (no teraz to poleciałem jak za starych, dobrych filozoficznych czasów :D). Oto przemyślenia Pana Eliasa:
Muzyka jest choćby dlatego najlepszą pociechą, że nie tworzy nowych słów. Nawet jeśli skomponowano ją do tekstu, jej magia przeważa i zażegnuje niebezpieczeństwo słowa. Ale najczystsza jest wtedy, gdy się ją gra tylko dla niej samej. Zmusza do bezwzględnej wiary, jej bowiem zapewnienia pochodzą od uczuć. Przepływ muzyki jest swobodniejszy aniżeli cokolwiek innego, co leży w ludzkich możliwościach, i w tej swobodzie zawarte jest wyzwolenie. Im zaludnienie ziemi staje się gęstrze i im bardziej formy życia nabierają charakteru maszyn, tym trudniej będzie się obejść bez muzyki. Nastanie taki czas, kiedy tylko dzięki niej będzie można wyzwolić się z gęstej sieci funkcji. Stworzenie z muzyki potężnego i nie podlegającego wpływom pojemnika swobody powinno stanowić najważniejsze zadanie przyszłego życia duchowego. Muzyka jest prawdziwą i żywą historią ludzkości. Poza nią mamy tylko martwe elementy. Nie trzeba z niej czerpać, jest bowiem zawsze w nas samych. Wystarcza tylko skromnie słuchać tego, czego zazwyczaj uczymy się nadaremnie.
Nie...nie oczekujcie mojej interpretacji tego cytatu. Niech zostanie tak jak jest (często interpretacje mają to do siebie, że straszliwie redukują zawartość treściową interpretowanego tekstu)... poza tym nie będę się wymądrzał (guptok ze mnie, więc lepiej zasznurować buźkę... albo ręcę związać :D)... każdy z Was odczyta te słowa Canettiego tak jak chce, indywidualnie i niepowtarzalnie. Oczywiście zachęcam do komentowania i dyskusji :)
I jeszcze takie dwie malutkie refleksje Jonathana Mewy: rzeczywiście, jakoś utwory instrumentalne (najlepiej dłuuugie i rozbudowane) mają to "coś", nie są "skażone" ludzkim głosem (np. taki growling potrafi w niektórych przypadkach rozwalić zupełnie klimat), słowami (które czasami psują odbiór utworu... no i niejako zawężają nieco ścieżki odczuwania, odczytywania muzyki); i druga sprawa: jak to jest...osobiście uwielbiam słuchać ciężkiej, posępnej, "dołującej" muzyki w momentach kiedy jest mi dobrze...hmmm ciekawe...co o tym sądzicie?
To tyle na dziś Szanowni Czytacze :) Jonathan macha do Was swoimi skrzydłami :)
P.S.1 Trzymajcie kciuki za Światełko (dzięki za nieocenioną pomoc przy przerabianiu tych wszystkich papierzysk ;*) i za mnie, żeby jutro nam dobrze w Sądzie Rejestracyjnym poszło :)
P.S.2 Następny wpis pojawi się pewnie dopiero jak wrócę z Krynicy Górskiej (w sobotę wyjeżdżam). W sumie nie będzie mnie tylko niecały tydzień ale apeluję do niektórych... potęsknijcie tak troszeczkę za malutkim szkieletorkiem ;) Bo ja będę za Wami tęsknił...:)
Hmmm...w sumie to o muzyce powiedziano już bardzo wiele (baaardzo)... no i wbrew pozorom Barteczek (ekhmm...znaczy Jonathan) nie zawsze potrafi (czuje się na siłach) rozpisywć się barokowo i kwieciście. Dlatego też przedstawiam Wam cytat z mojego ukochanego E. Canettiego, który idealnie charakteryzuje samo pojęcie "muzyki" jak również wpływ tejże na słuchaczy, umiejscawiając ją w kontekście społeczno-cywilizacyjno-egzystencjalnym (no teraz to poleciałem jak za starych, dobrych filozoficznych czasów :D). Oto przemyślenia Pana Eliasa:
Muzyka jest choćby dlatego najlepszą pociechą, że nie tworzy nowych słów. Nawet jeśli skomponowano ją do tekstu, jej magia przeważa i zażegnuje niebezpieczeństwo słowa. Ale najczystsza jest wtedy, gdy się ją gra tylko dla niej samej. Zmusza do bezwzględnej wiary, jej bowiem zapewnienia pochodzą od uczuć. Przepływ muzyki jest swobodniejszy aniżeli cokolwiek innego, co leży w ludzkich możliwościach, i w tej swobodzie zawarte jest wyzwolenie. Im zaludnienie ziemi staje się gęstrze i im bardziej formy życia nabierają charakteru maszyn, tym trudniej będzie się obejść bez muzyki. Nastanie taki czas, kiedy tylko dzięki niej będzie można wyzwolić się z gęstej sieci funkcji. Stworzenie z muzyki potężnego i nie podlegającego wpływom pojemnika swobody powinno stanowić najważniejsze zadanie przyszłego życia duchowego. Muzyka jest prawdziwą i żywą historią ludzkości. Poza nią mamy tylko martwe elementy. Nie trzeba z niej czerpać, jest bowiem zawsze w nas samych. Wystarcza tylko skromnie słuchać tego, czego zazwyczaj uczymy się nadaremnie.
Nie...nie oczekujcie mojej interpretacji tego cytatu. Niech zostanie tak jak jest (często interpretacje mają to do siebie, że straszliwie redukują zawartość treściową interpretowanego tekstu)... poza tym nie będę się wymądrzał (guptok ze mnie, więc lepiej zasznurować buźkę... albo ręcę związać :D)... każdy z Was odczyta te słowa Canettiego tak jak chce, indywidualnie i niepowtarzalnie. Oczywiście zachęcam do komentowania i dyskusji :)
I jeszcze takie dwie malutkie refleksje Jonathana Mewy: rzeczywiście, jakoś utwory instrumentalne (najlepiej dłuuugie i rozbudowane) mają to "coś", nie są "skażone" ludzkim głosem (np. taki growling potrafi w niektórych przypadkach rozwalić zupełnie klimat), słowami (które czasami psują odbiór utworu... no i niejako zawężają nieco ścieżki odczuwania, odczytywania muzyki); i druga sprawa: jak to jest...osobiście uwielbiam słuchać ciężkiej, posępnej, "dołującej" muzyki w momentach kiedy jest mi dobrze...hmmm ciekawe...co o tym sądzicie?
To tyle na dziś Szanowni Czytacze :) Jonathan macha do Was swoimi skrzydłami :)
P.S.1 Trzymajcie kciuki za Światełko (dzięki za nieocenioną pomoc przy przerabianiu tych wszystkich papierzysk ;*) i za mnie, żeby jutro nam dobrze w Sądzie Rejestracyjnym poszło :)
P.S.2 Następny wpis pojawi się pewnie dopiero jak wrócę z Krynicy Górskiej (w sobotę wyjeżdżam). W sumie nie będzie mnie tylko niecały tydzień ale apeluję do niektórych... potęsknijcie tak troszeczkę za malutkim szkieletorkiem ;) Bo ja będę za Wami tęsknił...:)