Meet me there
In the blue
Where words are not
The feeling remains...
Sunny Day Real Estate "In circles"
Jak wiele musimy powiedzieć,
by nas słyszano,
w chwili gdy milczymy
E.Canetti

I still feel...

13.02.2008 :: 22:46 | Komentuj (4) |
Witam po bardzo długiej przerwie. Generalnie to miałem niecny plan by po takiej absencji zaaplikować Wam ogromniasty, skomplikowany wpis (żeby niejako zrekompensować tym nielicznym, którzy śledzą moją blogową pisaninę :P), pełen filozoficznych rozważań, błyskotliwych myśli, karkołomnych konstrukcji stylistyczno-gramatycznych itp. Ale teraz... hmmmm... jakoś tak wyczołgałem się spod prysznica, usiadłem przed monitorem i stwierdziłem, że to niezbyt dobry pomysł. Tym bardziej, że opisywanie zbyt wielu rzeczy, sytuacji za jednym zamachem ma to do siebie, że straszliwie potrafi zagmatwać odbiór, zaciemnić obraz, sprawić, że nikt nie będzie wiedział o co Iluvatarkowi chodzi ;] Dlatego też dziś krótki wpis... taki prosto z czeluści mojego serducha... taki ode mnie dla siebie (dla Was może też ;)).

Wczoraj usiadłem i przeczytałem sobie całego bloga. Niektóre notki przywoływały i nadal przywołują wspomnienia, wywołują u mnie refleksje. No właśnie... jak to jest... kiedy coś staje się przeszłością? Czy wtedy, gdy o tym czymś zapominamy? Albo inaczej: wtedy, gdy staramy się od tego odciąć? Często mówi się, że ktoś "żyje przeszłością", ale czy nie jest raczej tak, że pewne zdarzenia, sytuacje, emocje, uczucia, które moglibyśmy ze względu na kryterium czasowe zakwalifikować do przeszłości, wcale przeszłością nie są... Bo przecież jeśli coś cały czas w nas "siedzi", "żyje", "tli się" to czy powinniśmy zamykać to w pudełku z napisem "prehistoria"? Chyba nie...

Ja właśnie tak mam... pewne rzeczy są cały czas obecne w mojej głowie, sercu. I nawet jeśli coś mówi mi, że nie da się (albo byłoby to cholernie trudne) wrócić do tego, czego odblaskiem są owe uczucia... to nie zmienia to faktu, że cały czas tli się we mnie jakaś mała nadzieja. W tym względzie nic się nie zmieniło od czasu założenia tego bloga. Heh... i kolejna sprawa: czy to, że pewne uczucia nie chcą odejść (chociaż Barteczek bardzo się starał je wyrzucić), tylko co chwilę powracają niczym fala, za każdym razem silniejsze... może to jest rzeczywiście potwierdzenie tego, że nie są złudzeniem? Że są prawdziwe... że są jedyne i niepowtarzalne, że już nigdy nie będzie takich, które mogłyby się z nimi równać? Że są cenne? Że miłość jednak istnieje... że zdarza się tylko raz... nawet jeśli się Jej nie doświadcza...?

Wiem wiem, miało nie być filozoficznie...;] Ale co ja na to poradzę? ;)

Troszkę ciężko mi się dzisiaj uzewnętrznia... może to kwestia tak długiej przerwy? A może Czegoś/Kogoś innego?
Nie będę Was już dzisiaj zamęczał. Niebawem znowu coś skrobnę ;)

Świetny (i jakże prawdziwy) aforyzm Pana S.J. Leca: "Powiedz mi z kim sypiasz, powiem Ci o kim śnisz" I w związku z tym kolejny, lekko podrasowany, cytacik z DT: "I have only one dream to defend... still the same... You"

A na koniec tekst cudnego utworu Anathemy:


"Are You There?"

Are you there?
Is it wonderful to know
All the ghosts...
All the ghosts...
Freak my selfish out
My mind is happy
Need to learn to let it go
I know you'd do no harm to me

But since you've been gone I've been lost inside
Tried and failed as we walked by the riverside
And I wish you could see the love in her eyes
The best friend that eluded you lost in time
Burned alive in the heat of a grieving mind

But what can I say now?
It couldn't be more wrong
Cos there's no one there
Unmistakably lost and without a care
Did we lose all the love that we could have shared
And its wearing me down
And its turning me round
And I can't find a way
Now to find it out
Where are you when I need you...

Are you there?


Wiem, że tak... że gdzieś świecisz... pięknie świecisz :) I nawet jeśli miałoby to być bezcelowe czekanie...to będę czekał... bo było, jest i będzie tylko jedno Światełko, które pasuje do mojego nieba...

Dobranoc Drodzy Czytacze ;)

P.S. "And I still feel your arms" - też Anathema
P.S.2 "Stay with me a while... rise above the vile" - Opeth... ;]
P.S.3 Do Kogoś (kto wie...)... Boże, jak dobrze Cię znowu widzieć, słuchać, rozmawiać, czuć... dziękuję, że Jesteś... :*

Now IS Here...

19.02.2008 :: 23:39 | Komentuj (8) |
Takie spokojne popołudnie i wieczór... Książka, muzyka, mój pokój (my home is my castle ;]), przemiła rozmowa na gg z Kimś wyjątkowym... i ja... myśli, refleksje... różne... bardzo różne... niektóre dobrze mi znane, przewijające się bez przerwy, powracające w takich chwilach. Inne - zupełnie nowe i może nawet trochę zaskakujące... Strange days (nawiasem mówiąc tytuł świetnego filmu)... W takich momentach czuję się zarówno dobrze jak i źle... Taki dualizm... synkretyzm uczuć. Generalnie to Barteczeq jest "Stranger"... hmmm... No ale jak to Jim Morrison śpiewał: "People are strange when you're stranger" ;)

Wiem, miała być masakrująca notka, ale wyszło inaczej...  Ale obiecuję, że jeszcze wrócę do tematu rozwalania psychiki ;p Wcześniej jednak napiszę notkę dotyczącą troszkę innej materii, notkę o Robin Hoodzie, o cudnym brytyjskim serialu z lat 80-tych... o tym, dlaczego był i jest dla mnie niezwykle istotny :) Ale to jutro... Dzisiaj pożegnam Was tekstem utworu pochodzącym właśnie z tego serialu. Magiczny utwór... przepiękne słowa...

CLANNAD

"Now Is Here"

With the sunlight through
Departed into darkness
I need someone too
The fantasy and you

Now is here, here is now
You inspire peace of heart

With the words like air
The destiny we share
Is a dream come true
A fantasy and you

Now is here, here is now
You inspire peace of heart


Dobrej nocy :) Czekajcie na Robin Hooda, albo raczej zakapturzonego Bartka ;)


P.S.1 Ciekawe czy wiesz... że to dla Ciebie... (a jeśli nie wiesz...to już wiesz...^^)
P.S.2 Antimatter - kto nie zna niech posłucha :)