A Ty siej... A nuż coś wyrośnie...
16.12.2007 :: 21:14 | Komentuj (8) |
Dawno nic tu nie napisałem... bardzo dawno... Nie wiem... chyba musiałem odpocząć od "wynurzania się". Ale wróciłem i mam kilka rzeczy, przemyśleń, którymi się z wami podzielę.
Właściwie ten ostatni czas jest jakiś taki... dziwny. Generalnie większość spraw jakoś mi się poukładało jak należy. W pracy jest ok (obecnie ostro pracujemy nad komputeryzacją zbiorów i tworzeniem elektronicznej bazy czytelników, tak, aby już od stycznia zacząć udostępniać zbiory), w życiu osobistym w sumie też raczej bez jakiejś wielkiej tragedii. Cały czas rozwijam swoje zainteresowania (literatura, film, teatr, komiks, muzyka, rpg). Cały czas staram się iść do przodu, nie gnuśnieć, nie zamykać się, nie popadać w martwicę mózgu. Tylko...ciągle czegoś brak... czasami cholernie brak...
Ostatnio znowu odświeżyłem sobie moje "muzyczne wieczory z Jackiem Kaczmarskim"... Muzyka i teksty Kaczmarskiego towarzyszyły mi od dzieciństwa. Były (i są nadal) jakimś drogowskazem (moralnym, estetycznym), takimi "pomocnikami" w dążeniu do prawdy o świecie, o człowieku, o mnie samym. Miałem okazję rozmawiać z Panem Kaczmarskim podczas jego ostatniej, przedśmiertnej trasy koncertowej... i ta krótka rozmowa naprawdę cały czas bardzo wiele dla mnie znaczy...no i specjalnie na moje życzenie wykonana pieśń "Tren spadkobierców" poświęcona Księciu Poetów - Zbigniewowi Herbertowi...
Im dłużej patrzę i obserwuję to, co się dookoła mnie dzieje, tym bardziej prawdziwa staje się niezbyt pozytywna konstatacja "Im gorzej, tym lepiej". Ludziom przestało zależeć na czymś więcej... przerost ciała nad duchem... taki hedonistyczny pęd ku zatraceniu. Straszne to wszystko... A najgorsze jest chyba coś co nazywam na swój prywatny użytek "wstydem przed dobrem". Taki chory strach przed tym, by tak po prostu powiedzieć komuś coś miłego, pomóc bezinteresownie. Lęk przed pokazaniem, że we wszystkich nas drzemią cholernie duże pokłady dobra, piękna, wrażliwości. Niestety zazwyczaj tłumimy je, zagłuszamy jakimś bezsensownym "rechotem", przyoblekamy się w skorupy z napisem "Nic mnie nie rusza, mam wszystko gdzieś, spójrzcie jaki ze mnie zimny drań /wredna suka". I jeszcze w momencie kiedy ktoś zrzuca skorupę, bo ma dość tego pieprzonego, zakłamanego chocholego tańca, spotyka się często z niezbyt przychylną reakcją. Boimy się prawdy? Dobra? Uczuć? Boimy się słabości. Bo te dobre cechy zaczynają funkcjonować we współczesnym świecie jako wyraz słabości. Wzruszasz się - jesteś słaby. Zastanawiasz się nad czymś - jesteś słaby, pomagasz komuś - jesteś słaby, chcesz tak po ludzku się o coś/kogoś zatroszczyć - Ty słabeuszu! Chore, prawda?
I chyba dlatego przychodzi taki czas, że Barteczek ma ochotę się odizolować, uciec jak najdalej od tej hipokryzji, od tej "udawanej znieczulicy", pójść gdzieś daleko przed siebie, ruszyć w góry i idąc za przykładem Romana Ingardena - wejść na skałę, czytać i pisać, rozmyślać, po prostu naprawdę BYĆ...
Ale i tak, bez względu na to jaki jest świat, trzeba iść przed siebie i coś robić... siać... Bo życie jest popierniczone (ja mam chyba "szczęście" do komplikacji :/)... Ale jest... i wypadałoby ten fakt jakoś wykorzystać.
P.S. Asieq... jak dobrze przeczytać chociaż Twoje literki :) A co do wiosennego spotkania w Cieszynie... trzymam za słowo ;) Trzeba się spotkać, pobyć znowu ze sobą, tym bardziej w towarzystwie ludzi, którzy tak dobrze się rozumieli... przyjaciół :)
P.S.2 Do kogoś: Gdybyś tylko wiedziała...gdybyś chciała zobaczyć...
Właściwie ten ostatni czas jest jakiś taki... dziwny. Generalnie większość spraw jakoś mi się poukładało jak należy. W pracy jest ok (obecnie ostro pracujemy nad komputeryzacją zbiorów i tworzeniem elektronicznej bazy czytelników, tak, aby już od stycznia zacząć udostępniać zbiory), w życiu osobistym w sumie też raczej bez jakiejś wielkiej tragedii. Cały czas rozwijam swoje zainteresowania (literatura, film, teatr, komiks, muzyka, rpg). Cały czas staram się iść do przodu, nie gnuśnieć, nie zamykać się, nie popadać w martwicę mózgu. Tylko...ciągle czegoś brak... czasami cholernie brak...
Ostatnio znowu odświeżyłem sobie moje "muzyczne wieczory z Jackiem Kaczmarskim"... Muzyka i teksty Kaczmarskiego towarzyszyły mi od dzieciństwa. Były (i są nadal) jakimś drogowskazem (moralnym, estetycznym), takimi "pomocnikami" w dążeniu do prawdy o świecie, o człowieku, o mnie samym. Miałem okazję rozmawiać z Panem Kaczmarskim podczas jego ostatniej, przedśmiertnej trasy koncertowej... i ta krótka rozmowa naprawdę cały czas bardzo wiele dla mnie znaczy...no i specjalnie na moje życzenie wykonana pieśń "Tren spadkobierców" poświęcona Księciu Poetów - Zbigniewowi Herbertowi...
"Ty, który umiałeś być Panem Cogito"...
I właśnie jakoś tak w związku z moimi ostatnimi przemyśleniami przyszły mi do głowy dwa kolejne genialne utwory Pana Jacka. Teksty znajdziecie na końcu tej notki, taka dawka mądrego słowa...Im dłużej patrzę i obserwuję to, co się dookoła mnie dzieje, tym bardziej prawdziwa staje się niezbyt pozytywna konstatacja "Im gorzej, tym lepiej". Ludziom przestało zależeć na czymś więcej... przerost ciała nad duchem... taki hedonistyczny pęd ku zatraceniu. Straszne to wszystko... A najgorsze jest chyba coś co nazywam na swój prywatny użytek "wstydem przed dobrem". Taki chory strach przed tym, by tak po prostu powiedzieć komuś coś miłego, pomóc bezinteresownie. Lęk przed pokazaniem, że we wszystkich nas drzemią cholernie duże pokłady dobra, piękna, wrażliwości. Niestety zazwyczaj tłumimy je, zagłuszamy jakimś bezsensownym "rechotem", przyoblekamy się w skorupy z napisem "Nic mnie nie rusza, mam wszystko gdzieś, spójrzcie jaki ze mnie zimny drań /wredna suka". I jeszcze w momencie kiedy ktoś zrzuca skorupę, bo ma dość tego pieprzonego, zakłamanego chocholego tańca, spotyka się często z niezbyt przychylną reakcją. Boimy się prawdy? Dobra? Uczuć? Boimy się słabości. Bo te dobre cechy zaczynają funkcjonować we współczesnym świecie jako wyraz słabości. Wzruszasz się - jesteś słaby. Zastanawiasz się nad czymś - jesteś słaby, pomagasz komuś - jesteś słaby, chcesz tak po ludzku się o coś/kogoś zatroszczyć - Ty słabeuszu! Chore, prawda?
I chyba dlatego przychodzi taki czas, że Barteczek ma ochotę się odizolować, uciec jak najdalej od tej hipokryzji, od tej "udawanej znieczulicy", pójść gdzieś daleko przed siebie, ruszyć w góry i idąc za przykładem Romana Ingardena - wejść na skałę, czytać i pisać, rozmyślać, po prostu naprawdę BYĆ...
"Jestem przekonany, że anioły nie pogardzają ludźmi w tym stopniu, co ludzie sobą wzajemnie" MONTESKIUSZ
Ale i tak, bez względu na to jaki jest świat, trzeba iść przed siebie i coś robić... siać... Bo życie jest popierniczone (ja mam chyba "szczęście" do komplikacji :/)... Ale jest... i wypadałoby ten fakt jakoś wykorzystać.
Jacek Kaczmarski "JAN KOCHANOWSKI"
Tak nas Panie obdarzasz, wżdy nam zawsze mało -
Za nic mamy - co mamy, więcej by się chciało.
A przecież ni nam życia ni geniuszu starcza
By skorzystać z bogactwa samej duszy skarbca.
Za to ciało gnębimy, jakby wieczne było:
Krwią wojenny trud płaci, potem zrasza miłość
Aż i w końcu niezdatne do snu ni kielicha;
Trzeszczy, cieknie i śmierdnie, wzdyma się i wzdycha.
Nie zachwycą już nas wtedy szczodre dary boże.
Bośmy kochać to nawykli, z czego czerpać możem.
Późno mądrość przychodzi
Czego pragnąć się godzi.
Ale próżno żałować
Czego nie szło zachować.
Przypomina pergamin i cielęca skóra
Że i drzewiej wiedziano - co teraz skrobią pióra.
Krom grosiwa i jadła i chybkiej obłapki
Zawżdy człeka kusiły te same zagadki:
Po swojemu się każdy ze Stwórcą pasował,
A co siebie nadręczył, innym krwi popsował,
Własnym myślom nie ufał, życie sobie zbrzydził,
Bał się swojego strachu i wstydu się wstydził,
Lubo jako my się cieszył - czym? - nie miał pojęcia
I umierał taki mądry jak był w czas poczęcia.
Żak profesorom krzywy
Martwych nie słuch żywy,
Nie wyciągają wnuki
Z życia dziadów nauki.
Kto cnotami znudzony, nieufny nadziei,
Swoich kroków niepewny - do dworu się klei.
Tam wśród podobnych sobie może się wyszumieć
A przy tym w nic nie wierzyć, niczego nie umieć:
Prałat karci opojów - sam jeszcze czerwony,
Złodziej kluczem potrząsa do skarbca Korony,
Kanclerz wspiera sojusze na ościennym żołdzie,
Mędrcy przed głupotą łby schylają w hołdzie.
Wiem - bo byłem sekretarzem u Króla. Do czasu
Nim wolałem się pokłonić władzy Czarnolasu.
Dwór ma swoje zalety:
Po komnatach - kobiety,
W radach szlachta zasiada
Jeno nie ma z kim gadać.
Kto i bawić się umiał i nie bał się myśleć
Temu starość nie straszna pod lipowym liściem.
Miło dumać wśród brzęku pszczół nad bytowaniem -
Czy się zboża wykłoszą, a czy kuśka stanie,
Czy w powszechnej niezgodzie kraj się znów pogrąży.
Czy się księgę ostatnią w druku ujrzeć zdąży,
Która gwiazda na niebie - (moja) ta co spada,
Czy ta nad widnokręgiem, co jutrzenką włada?
Tylu bliskich i dalekich dzień po dniu odchodzi
A ja żyję w lat bogactwie, co mi schyłek słodzi...
Im mniej cię co dzień, miodzie -
Tym mi smakujesz słodziej:
I słońcem i księżycem,
Rozkoszą nienasyceń,
Szczodrością moich dni
- Dziękuję ci.
Jacek Kaczmarski "NIECH"
Krwią niech szafuje - kto krew ma na zbyciu,
Krzyk niech podnosi - kto zapomniał mowy.
Zniszczeń niech żąda - kto w sobie ma nicość,
Głową w mur bije - komu nie żal głowy.
Forsą niech szasta - kto się w forsie tarza,
Obietnicami - kto słowo ma za nic.
Klątwy niech ciska - kto nie czci ołtarza,
Bluźni, kto żadnych nie uznaje granic.
A ty siej. A nuż coś wyrośnie.
A ty - to, co wyrośnie - zbieraj.
A ty czcij - co żyje radośnie,
A ty szanuj to, co umiera...
Niech wstydu się lęka - kto próżnią nadęty,
Niech strachu się wstydzi - kto mężny głupotą
Niech pytań nie stawia - kto czuje się świętym,
Wyroki niech miota - kto schlebia miernotom.
Łzami niech kłamie - kto się współczuć wstydzi
Śmiechem niech szydzi - kto nie zaznał skruchy
W orszak niech wierzy - kto nie wie gdzie idzie
Orkiestr niech słucha - kto na głos jest głuchy
A ty siej. A nuź coś wyrośnie...
Niech nienawidzi - kto nie umie sławić,
Niech łże - kto w pychy uwierzył bezkarność,
Świat niech opluwa - kogo gorycz trawi,
Życie niech trwoni - kto je ma za marność.
Niech się nie zdziwi - kto zbawców wciąż słucha
Że będzie rabem kolejnych cezarów,
Którzy okręcą kikut jego ducha
W po stokroć sprane bandaże sztandarów.
A ty siej. A nuż coś wyrośnie.
A ty - to, co wyrośnie - zbieraj.
A ty czcij - co żyje radośnie,
A ty szanuj to, co umiera.
I pamiętaj - bo dana Ci pamięć:
Nie kłam sobie - a nikt ci nie skłamie.
Tak nas Panie obdarzasz, wżdy nam zawsze mało -
Za nic mamy - co mamy, więcej by się chciało.
A przecież ni nam życia ni geniuszu starcza
By skorzystać z bogactwa samej duszy skarbca.
Za to ciało gnębimy, jakby wieczne było:
Krwią wojenny trud płaci, potem zrasza miłość
Aż i w końcu niezdatne do snu ni kielicha;
Trzeszczy, cieknie i śmierdnie, wzdyma się i wzdycha.
Nie zachwycą już nas wtedy szczodre dary boże.
Bośmy kochać to nawykli, z czego czerpać możem.
Późno mądrość przychodzi
Czego pragnąć się godzi.
Ale próżno żałować
Czego nie szło zachować.
Przypomina pergamin i cielęca skóra
Że i drzewiej wiedziano - co teraz skrobią pióra.
Krom grosiwa i jadła i chybkiej obłapki
Zawżdy człeka kusiły te same zagadki:
Po swojemu się każdy ze Stwórcą pasował,
A co siebie nadręczył, innym krwi popsował,
Własnym myślom nie ufał, życie sobie zbrzydził,
Bał się swojego strachu i wstydu się wstydził,
Lubo jako my się cieszył - czym? - nie miał pojęcia
I umierał taki mądry jak był w czas poczęcia.
Żak profesorom krzywy
Martwych nie słuch żywy,
Nie wyciągają wnuki
Z życia dziadów nauki.
Kto cnotami znudzony, nieufny nadziei,
Swoich kroków niepewny - do dworu się klei.
Tam wśród podobnych sobie może się wyszumieć
A przy tym w nic nie wierzyć, niczego nie umieć:
Prałat karci opojów - sam jeszcze czerwony,
Złodziej kluczem potrząsa do skarbca Korony,
Kanclerz wspiera sojusze na ościennym żołdzie,
Mędrcy przed głupotą łby schylają w hołdzie.
Wiem - bo byłem sekretarzem u Króla. Do czasu
Nim wolałem się pokłonić władzy Czarnolasu.
Dwór ma swoje zalety:
Po komnatach - kobiety,
W radach szlachta zasiada
Jeno nie ma z kim gadać.
Kto i bawić się umiał i nie bał się myśleć
Temu starość nie straszna pod lipowym liściem.
Miło dumać wśród brzęku pszczół nad bytowaniem -
Czy się zboża wykłoszą, a czy kuśka stanie,
Czy w powszechnej niezgodzie kraj się znów pogrąży.
Czy się księgę ostatnią w druku ujrzeć zdąży,
Która gwiazda na niebie - (moja) ta co spada,
Czy ta nad widnokręgiem, co jutrzenką włada?
Tylu bliskich i dalekich dzień po dniu odchodzi
A ja żyję w lat bogactwie, co mi schyłek słodzi...
Im mniej cię co dzień, miodzie -
Tym mi smakujesz słodziej:
I słońcem i księżycem,
Rozkoszą nienasyceń,
Szczodrością moich dni
- Dziękuję ci.
Jacek Kaczmarski "NIECH"
Krwią niech szafuje - kto krew ma na zbyciu,
Krzyk niech podnosi - kto zapomniał mowy.
Zniszczeń niech żąda - kto w sobie ma nicość,
Głową w mur bije - komu nie żal głowy.
Forsą niech szasta - kto się w forsie tarza,
Obietnicami - kto słowo ma za nic.
Klątwy niech ciska - kto nie czci ołtarza,
Bluźni, kto żadnych nie uznaje granic.
A ty siej. A nuż coś wyrośnie.
A ty - to, co wyrośnie - zbieraj.
A ty czcij - co żyje radośnie,
A ty szanuj to, co umiera...
Niech wstydu się lęka - kto próżnią nadęty,
Niech strachu się wstydzi - kto mężny głupotą
Niech pytań nie stawia - kto czuje się świętym,
Wyroki niech miota - kto schlebia miernotom.
Łzami niech kłamie - kto się współczuć wstydzi
Śmiechem niech szydzi - kto nie zaznał skruchy
W orszak niech wierzy - kto nie wie gdzie idzie
Orkiestr niech słucha - kto na głos jest głuchy
A ty siej. A nuź coś wyrośnie...
Niech nienawidzi - kto nie umie sławić,
Niech łże - kto w pychy uwierzył bezkarność,
Świat niech opluwa - kogo gorycz trawi,
Życie niech trwoni - kto je ma za marność.
Niech się nie zdziwi - kto zbawców wciąż słucha
Że będzie rabem kolejnych cezarów,
Którzy okręcą kikut jego ducha
W po stokroć sprane bandaże sztandarów.
A ty siej. A nuż coś wyrośnie.
A ty - to, co wyrośnie - zbieraj.
A ty czcij - co żyje radośnie,
A ty szanuj to, co umiera.
I pamiętaj - bo dana Ci pamięć:
Nie kłam sobie - a nikt ci nie skłamie.
P.S. Asieq... jak dobrze przeczytać chociaż Twoje literki :) A co do wiosennego spotkania w Cieszynie... trzymam za słowo ;) Trzeba się spotkać, pobyć znowu ze sobą, tym bardziej w towarzystwie ludzi, którzy tak dobrze się rozumieli... przyjaciół :)
P.S.2 Do kogoś: Gdybyś tylko wiedziała...gdybyś chciała zobaczyć...