Meet me there
In the blue
Where words are not
The feeling remains...
Sunny Day Real Estate "In circles"
Jak wiele musimy powiedzieć,
by nas słyszano,
w chwili gdy milczymy
E.Canetti

Październik, łatwizna, Miles... i Yeti :P

07.10.2007 :: 22:57 | Komentuj (0) |
No cóż... mamy już październik (strasznie ten czas galopuje, jeszcze tak niedawno zastanawiałem się jakie będą moje kolejne urodziny - 1 kwietnia - a tu już jesień pełną parą). Pora coś napisać. Generalnie ostatnio dużo (pewnie jak zwykle za dużo) myślałem. O wielu różnych sprawach. Trochę o sobie samym (taka, nazwijmy to, autoanaliza), trochę o niektórych osobach, wreszcie troszkę tak bardziej ogólnie - o pewnych mechanizmach w relacjach międzyludzkich. Ale przejdźmy do meritum...

Jakoś w sumie nigdy nie miałem jakiegoś długotrwałego załamania pt. "Jestem nikim itp.". Jasne, zdarzały się (i pewnie się jeszcze będą zdarzać) gorsze momenty, trudne chwile. Ale tak naprawdę mogę sobie powiedzieć, i cieszy mnie to, że jestem ok. Po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że mam wiele cech i zalet (wady też są, oj są...ale ciiii :P), których wiele osób mogłoby mi pozazdrościć. Ogólnie rzecz biorąc podbudowałem się ostatnimi czasy. Stwierdzam też, że nie będę już więcej przyjmował postawy "Bartek szaraczek", bo żadnym szaraczkiem nie jestem. Wiele potrafię, dysponuję szeroką wiedzą, jestem porządnym człowiekiem więc po jaką cholerę mam się umartwiać. Znam swoją wartość i tyle. A otoczenie...jak to w życiu...niektórzy widzą pewne rzeczy, niektórzy nie. Normalne.

Kolejna sprawa: zdecydowanie stwierdzam, że jednak coś jest w powiedzeniu "jestem już na to za stary" (pod "to" można dowolnie podstawiać). Chodzi mi o to, że jednak ja już troszkę inaczej patrzę na pewne sprawy, mam nieco odmienne podejście, pewnie poczucie humoru też mi już troszkę wyewoluowało. Być może dlatego czasem nie pasuję do otoczenia (nie chcę w tym miejscu dokonywać żadnego wartościowania, po prostu opisuję pewien stan rzeczy), nie bawią mnie niektóre akcje, niektóre zachowania mnie dziwią, czasem aż potrafią zniesmaczyć.

No i taka szersza refleksja, która jakoś tam się wiąże z tym, co do tej pory napisałem. Otóż, mając świadomość (bo wbrew pozorom ja wcale naiwny nie jestem), że sprawiedliwość raczej nie funkcjonuje w tej rzeczywistości, w której się wszyscy poruszamy, chcę podzielić się jednak z Wami pewną gorzką konstatacją. I tutaj już nawet nie chodzi o mnie i moje "malutkie pretensje do świata", bo zjawisko jest znacznie szersze (ostatnio zresztą jakoś namnożyło się w mym otoczeniu sytuacji, które są smutną egzemplifikacją tegoż). A wszystko sprowadza się do odpowiedzi na pytania: co współczesny człowiek ceni? Co jest dla niego ważne w drugim człowieku? Co wzbudza szacunek, a co jest uważane za nic nie warte? Jakie cechy, zachowania są hołubione, a jakie są "źle widziane"? Traktujemy innych podmiotowo, czy też jak przedmioty, zabawki, którymi można się chwilkę pobawić, a następnie wyrzucić i znaleźć sobie nową zabaweczkę?

Praktycznie od zawsze (a z pewnością od baaardzo długiego czasu) lubiłem obserwować ludzi, ich zachowania. W bardzo różnych sytuacjach. I powiem niestety tak: im mniej sobą reprezentujesz, im głupszy jesteś, im mniej w Tobie kultury osobistej, im bardziej traktujesz innych jak przedmioty... tym lepiej funkcjonujesz. Straszne, prawda? Patrząc na otaczającą mnie współczesność dochodzę do wniosku, że "im gorzej, tym lepiej". Zero refleksji, zero ambicji, zero chęci bycia lepszym, zero zasad, zero zwykłej ludzkiej życzliwości, takiego naturalnego (chociaż w tym momencie należałoby raczej powiedzieć o "wynaturzeniu", bo dla wielu osób to jest jakaś choroba najwidoczniej) ciepła prosto z serducha. Byle głośniej, byle bez sensu, byle porechotać (bo z normalnym śmiechem to nie ma wiele wspólnego), byle nie podchodzić do innych odpowiedzialnie, nie traktować innych podmiotowo, jak niepowtarzalne, czujące i myślące osoby. Ech... niestety w bardzo dużej mierze tak to wygląda. Smutne to wszystko i chore :/ ale cóż, cieszę się, że jestem obok tego wszystkiego, że tak nie robię, że wiem, co jest dla mnie ważne. Może miałbym o wiele łatwiej gdybym się "podłączył" do tego ogólnego zidiocenia, wyprania z uczuć, barbarzyńskiego pędu donikąd, ale nie o to przecież chodzi. Jakkolwiek patetycznie to zabrzmi: jestem dumny z tego, jaki jestem... i Yeti :P (niektórzy wiedzą ;))
A na koniec taka jeszcze jedna refleksja: to strasznie smutne i cholernie boli, kiedy człowiek się stara, daje z siebie wszystko (ale nie w sensie tej "debilnej jazdy bez trzymanki przez życie"), cały czas jest... i nic z tego nie wychodzi. Ciekawe, że tak łatwo ludzie zapamiętują kogoś "dzięki" jego durnej wypowiedzi, "błyskotliwej" nawijce (ale slangiem poleciałem :P), chwili w której ten ktoś akurat (często przypadkowo) był. No... ale tak jest łatwiej. A szkoda, bo tzw. drugi plan ma to do siebie, że jest jakąś przystanią dla ludzi, którzy widzą w innych właśnie ludzi...którzy cały czas są (i pomagają, chociaż najczęściej się tego nie zauważa)... którym zależy... i dlatego traktują innych poważnie... bo wierzą w wolność, samodzielność, rozumność. Sam kiedyś nie zwracałem uwagi na rzeczony drugi plan. I teraz wiem jaki to był wielki błąd...
No to tyle... idę posłuchać Milesa Davisa (tak wiem, dziwne to i mało trendy)...i Yeti :P

I'm sorry about the sun

10.10.2007 :: 23:08 | Komentuj (10) |
Miałem dziś napisać notkę. Rozbudowaną notkę, długą itp. Ale jakoś nie mogę, jeszcze nie. Jeszcze poczekam z wyciąganiem wniosków, ostatecznych konkluzji, oceną zdarzeń itd.

Napiszę więc tylko, że dzisiejszy dzień jest najczarniejszym dniem w ciągu tych 27 lat w czasie których błąkam się po tym ziemskim padole. I wierzcie mi...nie przesadzam. Tak źle się jeszcze nigdy nie czułem, jak żywy trup, jak wytarta szmata, tak jakby przez mój mózg przejechał się czołg, rozwalając na kawałeczki psychikę, jak człowiek, któremu zabroniono oddychać.

Wczoraj przynajmniej byłem w stanie się poryczeć. Dzisiaj już nawet tego nie jestem w stanie zrobić. Coś pękło, totalnie pękło, coś, co z takim mozołem starałem się budować, w co wierzyłem. Generalnie nachodzą mnie myśli, że chyba lepiej bym zrobił gdybym jednak pozostał zamknięty w swoim małym kokonie. Tylko, że miałem już serdecznie dość tego kokonu, tej izolacji...i...już teraz sam nie wiem.

Jedna istotna sprawa: dziękuję dwójce wspaniałych osób za wszystko. Za to, że jesteście tacy a nie inni, jak to stwierdziłem: "szkoda, że tak mało w moim otoczeniu takich normalnych i sympatycznych osób jak Wy". Dzięki ;) (Wy wiecie, że to do Was). I jeszcze Gorzo...stary przyjacielu...nic chyba nie muszę dodawać, wiadomo o co chodzi.

To właściwie tyle. Nie wiem kiedy znowu coś napiszę. Nie wiem jaką wymowę będzie miała kolejna notka...czy będzie kolejna notka? Może tak, a może już nic nie będzie.

A na koniec trzy "wypisy" z utworów, które oddają moje samopoczucie"

"I'm sorry about the sun,
how could i know that you'd burn?,
and I'm sorry about the moon,
how could I know that you'd disapproved,
I'll never make the same mistake,
the next time I create the universe I'll make sure we communicate at length
but until then . . . better off dead"

[BAD RELIGION "Better Off Dead"]

"For the heart I’ll never have,
For the child forever gone
The music flows because it longs
For the heart I once had.

Time will not heal a dead boy’s scars,
Time will kill"

[NIGHTWISH "For The Heart I Once Had"]

"I'll never be open again, I could never be open again.
I'll never be open again, I could never be open again.

And I'll smile and I'll learn to pretend
And I'll never be open again
And I'll have no more dreams to defend
And I'll never be open again"

[DREAM THEATER "Space Dye Vest"]

I...pozostała tylko cisza...Może kiedyś wypełni ją jakiś dźwięk...Dobranoc...

I'm going to changes...:)

21.10.2007 :: 14:45 | Komentuj (6) |
No cóż... ostatnie notki były niezbyt optymistyczne... właściwie miałem swoje powody, ale teraz jak tak czytam te ostatnie wpisy... stwierdzam, że postaram się nigdy więcej nie pisać notek w ten sposób (pytanie: czy mój Systematic Chaos zgadza się z tym moim postanowieniem ;)). Ale do rzeczy...

Ostatnio sporo się w moim życiu zmieniło. I to zdecydowanie na lepsze :) Nie, nie będę jakoś straszliwie tryskał euforią, bo...to właśnie jedna z rzeczy, które się zmieniły. Odnalazłem taki spokój, pozytywne wyciszenie, takie bardziej "wyśrodkowane" podejście do życia, do siebie samego, do innych osób. I dobrze mi z tym :)

Stwierdzam, że zacząłem znowu strasznie lubić swoją pracę, czasem jest nudno, ale w jakiej pracy nie zdażają się takie chwile? Zdałem sobie sprawę, że mam naprawdę fajnych współpracowników (ze szczególnym uwzględnieniem Agnieszki - układanie książek z linijką w ręku, świetna sprawa :D No i biblioteczny klub filmowy :D).

Generalnie, to jakoś nabrałem siły, optymizmu i takiej naturalnej chęci do życia :) Powodów jest kilka... niektóre już wymieniłem. Na koniec parę słów o najważniejszym z nich...

Odkąd pamiętam, zawsze jakoś podświadomie szukałem kogoś, kto będzie potrafił mnie zrozumieć, tak bez słów, kogoś, kto przeniknie moją "życiową zasłonę", kogoś, kto będzie potrafił podzielić się swym ciepłem, kogoś takiego jak ja, kogoś, przy kim poczuję się sobą, poczuję się ważny, zauważony, szczęśliwy... To dosyć skomplikowane... w sumie trochę brak mi słów ;)... ale (nieoczekiwanie, chociaż juz kiedyś miałem takie jakieś przeczucie) znalazłem kogoś takiego... znalazłem to COŚ... zaskakujące, ale równocześnie piękne i realne. Oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym się przed tym nie bronił, tłumaczył sobie, że to złudzenie... ale przed tym nie da się obronić (i nie chcę się przed tym bronić). Zresztą.. w obliczu takiej emanującej prawdy... jestem szczęśliwie bezsilny :)

"I widzę to wreszcie, to moje miejsce, tu zostać chcę" [B.E.T.H. "Tak to widzę"] - myślę, że ten fragment tekstu oddaje doskonale mój obecny stan (zresztą w sumie cały tekst jest trochę zbieżny z tym, co się u mnie dzieje)...


 I za to wszystko dziękuję Ci...Kwiatuszku :)

Now I know... what I'm looking for... :)

22.10.2007 :: 22:13 | Komentuj (1) |
Dziś krótko, tylko kilka krótkich refleksji, a właściwie takich obrazów...

Czasem dzieje się tak... człowiek idzie zimnymi ulicami, wiatr, chłód, aż powinny się cisnąć na usta jakieś narzekania, złorzeczenia itp. Ale nie... nic takiego nie ma miejsca, zamiast zimna - ciepło, w głowie, ciele i w sercu, zamiast świszczącego wiatru - jakaś piękna, chociaż "niema" muzyka, zamiast zapadających wieczornych ciemności - światło, iluminacja, spokój, radość, szczęście...
Wystarczy, że idzie się z kimś...a właściwie... z Kimś...:)

"Now I know... what I'm looking for..." te słowa to lekko przekształcony fragment tekstu utworu "Ending Theme" genialnej kapeli Pain of Salvation. Słucham od kilku dni tego utworu bez końca... zachorowałem na ten kawałek muzyki. Co prawda tekst jest... hmmmm... raczej kompletnie nie oddaje mojego stanu emocjonalnego, ale właśnie... Jakoś tak mam, że lubię słuchać takich utworów (najlepszy przykład, wielokrotnie już przywoływany na tym blogu kawałek Dream Theater "Space Dye Vest"), jakoś tak docierają do mnie, a ja przekształcając tekst, zaprzeczając mu, odczuwam taką pozytywną siłę, takie ciepłe poruszenie duszy.

I właśnie tak jest teraz... Now I know... what I'm looking for...:)

I jeszcze tak mnie naszło...oto tekst zespołu Killswitch Engage...jakoś bardzo mi bliski...szczególnie ostatnio...

THE ELEMENT OF ONE

torn disbelieving separation
I close my eyes to see you
this is for you, everything I am
this is for you, take it from me
torn disbelieving separation
I close my eyes
but there is no escaping this
in your arms in your soul
I will be rejuvenation
breathe me in
I am forever
deep within I am eternal
I will return to you
I am with you always
I will never turn away from you


Tak, to jest melodic death metal^^ Naprawdę :D

Ogólnie to tyle na dziś ;) Jest mi dobrze, cholernie dobrze (znaczy troszkę...hmmmm...tęsknię, ale tak bardzo pozytywnie)...miałem dzisiaj sen o ogrodniku, który pokazywał mi różne kwiaty...wiele było naprawdę pięknych...ale ten ostatni... ten o którym nie chciał mi nic powiedzieć, twierdząc: "Przecież i tak wiesz"... ten ostatni był jedyny i prawdziwy :)

Fruit Kiss...

24.10.2007 :: 00:09 | Komentuj (4) |
Hmmm...jakoś znowu mnie dziś dopadła chwila refleksji (zaskakujące, nieprawdaż?). Cały czas jestem w trakcie porządkowania wielu różnych aspektów mojego "bycia"... więc rozmyślam...

Rzeczywiście... ostatnio sporo się zmieniło. Jednak coś w tym jest, że trzeba najpierw troszkę się "odsunąć" od głównego toru, żeby z pewnym dystansem spojrzeć na siebie, na innych. Bez wygórowanych oczekiwań, bez oczekiwania na jakiś nieprawdopodobny cud... bo wtedy cuda same się zdarzają :) Nagle dostrzegłem, że wokół mnie pojawiło się niespodziewanie kilka nowych osób, które jakoś tak same z siebie chyba stwierdziły, że dobrze im ze mną, że chcą mnie poznać, że jestem kimś ciekawym i ważnym. To naprawdę bardzo miłe :) I w sumie... zasłużyłem chyba na to... na coś dobrego i realnego ;)

Druga kwestia już nie jest taka optymistyczna (ale też nie ma co załamywać rąk ;]). Otóż, po przeczytaniu artykułu Pana Zimbardo, stwierdzam, że kwalifikuję się do nowo zdiagnozowanej grupy tzw. nieśmiałych ekstrawertyków... ludzi, którzy w sytuacjach zawodowych, oficjalnych radzą sobie świetnie, mogą występować publicznie, nie zżera ich trema itp., a równocześnie są bardzo zamknięci w relacjach osobistych, duszą swoje emocje. Coś w tym jest... z jednej strony prawdziwy ze mnie profesjonalista, człowiek potrafiący się świetnie odnaleźć w rolach społecznych, zawodowych, a z drugiej strony mam straszliwy problem z wyrażaniem swoich uczuć, emocji, potrzeb w życiu prywatnym. Trochę mnie to martwi (nawet bardzo)... ale cóż... muszę nad tym pracować... i będę... szczególnie wiedząc, że jest ktoś kto mi pomaga i pomoże :)

A na koniec... wiersz... pomysł, który wpadł mi dziś do głowy w pracy (tylko nie mówcie, że to jest erotyk... zresztą...może i tak ;])

"Fruit Kiss"

Dziś szukam
substytutu
zamiennika
(to tak jak z wyrobem czekoladopodobnym)

Zamiast dłoni
Kubek w ręku

Zamiast oczu
Ucho w ręku

Zamiast żaru
wrzątek

Zamiast pocałunku
herbata

Fruit Kiss (w torebkach)


Twoja pyszna imitacja
Miła
Słodki smak w ustach
Miło

Fruit Kiss (wyciąg z Ciebie)

Spijam każdą kroplę
Miło...

P.S.1. Szpajku, dzięki za pomoc w walce z Beretem ;]
P.S.2. Agniesia, nie, nie zgolę brody :D
P.S.3. Lui i Światełko... Wy wiecie...:) Damy radę ;)
P.S.4 Kwiatuszku...:) I pisz, bo warto...;) Kochaj teatr^^...i bądź jaka jesteś, bo tak jest... pięknie...;*
P.S.5 Aha, Adzia, dzięki za miłe "dobranoc" :) Mam nadzieję, że będzie okazja żeby pogadać ;)


Let me fly...

24.10.2007 :: 20:58 | Komentuj (2) |
Troszkę mi dziś zimno (dosłownie i w przenośni). Dosłownie, bo lekko mnie przemoczyło i zauważam jakieś niebezpieczne syndromy przeziębienia :/ W przenośni, bo jakoś tak mnie w pewnym momencie w pracy dopadły stany lekko melancholiczne. Tęsknota (w sumie określona, ale też taka o charakterze bardziej abstrakcyjnym). Taka niewypowiedziana prośba... o odrobinę ciepła, bliskości... Taki brak Kogoś przy mnie... Ale przeszło mi to w miarę szybko (w sensie ta melancholia, bo emocje i uczucia, takie baardzo pozytywne, są i będą ;)).

Kiedyś już wspominałem, że swoją melancholię "leczę" między innymi za pomocą smutnej muzyki... no i dziś też... jeden utwór bez końca w kółko...

PAIN OF SALVATION

"Undertow"

Let me go
Let me go
Let me seek the answer that I need to know
Let me find a way
Let me walk away
Through the Undertow
Please let me go

Let me fly
Let me fly
Let me rise against that blood-red velvet sky
Let me chase it all
Break my wings and fall
Probably survive
So let me fly
Let me fly...

Let me run
Let me run
Let me ride the crest of chance into the sun
You were always there
But you may lose me here
Now love me if you dare
And let me run

I'm alive and I am true to my heart now - I am I,
but why must truth always make me die?

Let me break!
Let me bleed!
Let me tear myself apart I need to breathe!
Let me lose my way!
Let me walk astray!
Maybe to proceed...
Just let me bleed!

Let me drain!
Let me die!
Let me break the things I love I need to cry!
Let me burn it all!
Let me take my fall!
Through the cleansing fire!
Now let me die!
Let me die...

Let me out
Let me fade into that pitch-black velvet night


Piękny utwór... zresztą jeden z wielu jaki stworzyli panowie z Pain Of Salvation^^ Polecam :)

Idę pomyśleć o Kimś... Kwiatuszku...dziękuję za ciepło... i trzymam kciuki...:*

Nice to feel the sun :)

28.10.2007 :: 11:33 | Komentuj (3) |
Dziś krótko i na temat ;] Muszę się pochwalić...czuję się dobrze, złe myśli chyba na dobre mnie opuściły... strasznie pozytywnie się ostatnio zrobiło... nareszcie^^ Hmmmm... chociaż mam wrażenie, że jakoś wolnego czasu coraz mniej... ale to dobrze, bo z jednej strony nie mam zbyt wielu okazji do (przesadnego w moim przypadku) intelektualnego zadręczania się, a z drugiej strony lwią część czasu zajmują mi spotkania z ludźmi, bardzo fajne i sympatyczne spotkania (wczorajsza dyskusja o sf, o snach, o Futuramie, o Miasteczku Twin Peaks - to jest to, co Barteczeq lubi najbardziej^^) :)
Przerzucam stosy płyt...muszę się dokopać do moich jazzowych perełek... i zrobić coś na kształt muzycznej podróży w pigułce... taki jazzowy niezbędnik... fajne zajęcie ;)
Jutro jadę "wizytować" bibliotekę w Jaworznie... średnio mam ochotę... ale cóż...czasem trzeba ;] Szczególnie jak się jest "młodym i dynamicznym bibliotekarzem" ;] Masakra... xD
I jeszcze jedna malutka refleksja i postanowienie: muszę się więcej uśmiechać, otwierać na ludzi. Bo coraz częściej słyszę, że "nie spodziewałem/ nie spodziewałam się, że jesteś taki sympatyczny itp.". Pozory mylą... To bardzo miłe usłyszeć coś takiego, ale równocześnie... muszę się troszkę "przeprogramować" na otoczenie. Nie stwarzać (podświadomie) takiej aury "niedostępności" i "ponuractwa"... postaram się ;)
No i na koniec... mam nadzieję, że dość szybko się zobaczymy Kwiatuszku...bo...hmmm... trochę tęsknię :]... wierzę, że się dobrze tam bawicie na konwencie... :*

"For days now I've waited for the light to shine
Shine down on me"

[EARSHOT "Nice To Feel The Sun"]

A tout mes amis... Je vous aime...

29.10.2007 :: 22:15 | Komentuj (6) |
Dzisiaj byłem z wizytą w bibliotece w Jaworznie. Autokarowa wyprawa z Książnicy Beskidzkiej ;] Dobrze, że miałem ze sobą jakieś mangi i słuchawki na uszach :P Ale wracając do samej biblioteki. Cóż... zdecydowanie Jaworzno ma się czym pochwalić. Jeśli chodzi o sam budynek, rozplanowanie wnętrz itp. - rewelacja (budynek został wybudowany od zera, więc architekt mógł poszaleć i spisał się na medal!). Tak powinna wyglądać nowoczesna biblioteka (momentami aż mi szczęka opadała) :)
Oczywiście uciąłem sobie dość długą pogawędkę z dziewczyną/kobietą odpowiedzialną za zakup książek (ogólnie z tego, co widziałem to mają tam młodą obsadę i dobrze ;)). Nie obyło się także bez przedstawiania mnie jako "Pana od klubu fantastyki" ;] (Aletheia niech się cieszy, bo w Jaworznie wiedzą co nieco o nas i o tym, co robimy^^). Aha, cały system komputerowy jest w bibliotece bardzo fajnie zrobiony (nie uświadczycie tam żadnego Windowsa, wszystko jedzie na Linuxie). Jedno, co mogę powiedzieć in minus: mają raczej słaby księgozbiór, zniszczone woluminy i wybór oczywiście znacznie skromniejszy niż w Bielsku, no i niekonsekwentną klasyfikację, szczególnie w fantastyce ;) Ale za to 2 specjalne salki kinowe (na 30 i na 12 osób).
Generalnie, powiem tak: "opakowanie" jest genialne, natomiast "środek" czyli sedno merytoryczne nie do końca. W sumie to tak jak z ludźmi...na pierwszy rzut oka ktoś jest fajny, ładny i cudowny...a w środku...tak już nie bardzo...i vice versa...Życie ;)
W drodze powrotnej zacząłem się źle czuć (fizycznie) :/ Musiałem po powrocie odpocząć...teraz już jest ok... Jutro kolejna oficjalna impreza (garniturowa :D) - oficjalne otwarcie Inkubatora Organizacji Pozarządowych w Hotelu Vienna...Masakra :) No a potem bilard i inne takie ;] Spotkanie z ludźmi, których lubię (niektórych szczególnie bardzo, za niektórymi się już cholernie stęskniłem ;))
Dziś naszło mnie też tak trochę na przypomnienie sobie moich trash metalowych korzeni :D Megadeth, Testament...ech...aż się łezka kręci w oku jak tego słucham...przypomina się szkoła podstawowa, średnia...(szczególnie ballady Testamentu, trashowe pościelówy z niespodzianką :D Taki utwór "Trail of tears" może nieźle zdezorientować :D 3 minuty spokojne, a potem...wręcz przeciwnie (głośno, ostro, ciężko) xD Ech...normalnie się muzycznie wzruszyłem...:]
I jeszcze przychodzi mi do głowy taka refleksja: im bardziej mi na czymś/Kimś zależy, tym bardziej się tego boję...im bardziej się boję, tym bardziej zamykam się w sobie... niezbyt to fajne :/ Muszę to jakoś przełamać...tyle tylko, że czasem jest tak strasznie trudno...szczególnie jak życie zdążyło już człowieka kilka razy nieźle kopnąć (jako "nagrodę" za przełamanie tego lęku). No ale nic...może będzie dobrze, wszystko się jakoś pozytywnie ułoży. Może w końcu wyjdę z roli "fajnego kolegi", coś się wydarzy... Cały czas mam taką wiarę :) A na koniec fragmenty tekstów (moje emocje):

MEGADETH - A Tout Le Monde (Set Me Free)

Don't remember where I was
I realized life was a game
The more seriously I took things
The harder the rules became
I had no idea what it'd cost
My life passed before my eyes
I found out how little I accomplished
All my plans denied

So as you read this know my friends
I'd love to stay with you all
Smile when you think of me
My body's gone that's all

If my heart was still alive
I know it would surely break
And my memories left with you
There's nothing more to say

Moving on is a simple thing
What it leaves behind is hard
You know the sleeping feel no more pain
And the living are scarred

So as you read this know my friends
I'd love to stay with you all
Please smile, smile when you think about me
My body's gone that's all

A tout le monde (To everybody)
A tout mes amis (To all my friends)
Je vous aime (I love you)
Je dois partir (I have to leave)
These are the last words
I'll ever speak
And they'll set me free

MEGADETH - Never Walk Alone

Hiding in then the door way
and then the shadow
any place where danger
waits to kill my time
there is one who loves and waits
to seal your fate
I'm sure as you live and die
Live and die
Live and die

When you feel that something wrong
I'll shelter you and keep you warm
I'll never let you walk alone
I loved you when you still hated me
I'm coming and it wont be long
Time to reap what I have sewn
Never ever let you walk alone
I know your enemy it once was me

Let me wrap my arms all around you
suffer the trespasses that you made
I will drink your pain away
forever and a day
if you just call out my name
If you just call
call my name
if you just call
Even whisper it

When you feel that something wrong
Ill shelter you and keep you warm
Ill never let you walk alone
I loved you when you still hated me
I'm coming and it wont be long
Time to reap what I have sewn
Never ever let you walk alone
I know your enemy it once was me

TESTAMENT - Return To Serenity

I'm gonna take you
To a place far from here
No one will see us
Watch the pain as it disappears

No time for anger
No time for despair
Won't you come with me
There's room for us there

This innocent beauty
My words can't describe
This rebirth to purity
Brings a sullen tear right to your eyes

No time for anger
No time for despair
Please let me take you
'Cause I'm already there

I'm so alone
My head's my home
I'll return to serenity

Rhyme without reason
Is why children cry
They see through the system
That's breeding them just so they die

So please let me take you
And I'll show you the truth
Inside my reality
We shared in my youth

I'm so alone
My head's my home
And I feel
So alone
You know
At last
I return to serenity

Now that I've taken you
To a place far from here
I really must go back
Close your eyes and we'll disappear

Won't you come with me
Salvation we'll share
Inside of my head now
There's room for us there

TESTAMENT - Trail Of Tears

See the sun as the day is done
Life is of the broken ones
Some will stray as time will come
Al their lives, the live it well
Red man proud and giving hell
Some stand and shining tall

Can you hear them call?

See the sun as it's setting still
Tears fall from a warrior
Damn those who I feel

Set a trail to the promised land
Mother and child holding hand in hand
Through the snow or through the sands

All across the land...

Full moon's rising from the sky, a warrior's riding
Ride with the wind
So far away, the spirits will guide you
No more sorrow
Don't look back, your freedom will follow
Flying so free
Can't you see... on the trail of tears

Full moon's rising from the sky, a warrior's riding
Ride with the wind
So far away, the spirits will guide you
No more sorrow
Don't look back, your freedom will follow
Flying so free
Can't you see... on the trail of tears


Długa ta notka dzisiaj (czyli...jak zwykle ;) Do następnego razu :) Kwiatuszku...Ty wiesz...:*